A A A

Płoć - ryba dyplomowa

Lubimy ją, uważamy za rybę niewątpliwie łowną, ale o człowieku małej miary mówimy: płotka! Lekceważenie popularnej ryby zdradza łowiecką chełpliwość skrywającą nieprawdę. W istocie, chcielibyśmy ją łowić sku­teczniej, ale często nie potrafimy. Na dowód zajrzyjmy do wędkarskich siatek. Zwykle siedzi tam jakaś żałosna płotczyna i ratuje, jak potrafi, honor wędkarza; czasami w towarzystwie kilku innych, ale zwróćmy uwagę, że liczba złowionych płoci bywa zazwyczaj tak mało imponująca, jak nie budzą podziwu ich rozmiary. Uogólnienie nie odnosi się do węd­karzy jeziorowych - ich sytuacja jest łatwa. Natomiast w warunkach rzeki płoć należy uznać za rybę wystawiającą wędkarzowi pierwsze świadec­two łowieckiej dojrzałości albo kwestionującą jego umiejętności. Sza­nujmy więc płotki, zwłaszcza że polski rekord w tym gatunku (53 cm długości i 2,20 kg wagi), ustanowiony w 1963 r. przez T. Szkaradka z Warszawy, nie został dotychczas pobity.
  • Charakterystyka gatunku

    Portret uogólniony. Płoć {Rutilus rutilus L.) jest typową przedstawi­cielką ryb karpiowatych o srebrnej, zwartej łusce. Wyróżniają ją czer­wone tęczówki, szara płetwa ogonowa, muśnięta rozrzedzoną czerwie­nią, gorąco czerwone płetwy parzyste oraz taka sama odbytowa. Ładna jest płoć - wręcz upostaciowanie dobrej elegancji i prostego wdzięku. Sądząc po kształcie ciała tej ryby, nie należy ona w sposób jednoznaczny ani do strefy dna, ani do przypowierzchniowej (rys. 71). Jest dość kor­pulentna, robi wrażenie ryby silnej, ale niezbyt zwrotnej i bystrej. Gdyby­śmy przy takiej budowie ciała chcieli ją zaliczyć do jednego z siedlisk, to nie byłyby dla niej ideałem bystre rzeki, otwarte tonie, ani gąszcz pod­wodnej roślinności. Raczej coś pośredniego między nimi. Nie znajdziemy w płotce odrobiny z wyposażenia agresora. Wszystko razem składa się na obraz ryby spokojnej i nienapastliwej, która raczej sama może być przedmiotem napaści. Ryba ta, na oko zupełnie bez­bronna i bez wyraźnego adresu, przy bliższym poznaniu zaskakuje swą witalnością, twardą odpornością na przeciwieństwa losu, co odnosi się nie tak do pojedynczych egzemplarzy, jak do całego gatunku. Dziwne, że Francuzi nie porównali jej dotąd z kobietą - słaba, a niezniszczalna! Okazuje się, że ta delikatna z pozoru istota zamieszkuje wody prawie całej Europy, z wyłączeniem krajów iberyjskich i części śródziemnomor­skich. Sięga daleko w chłodne rejony naszego kontynentu, znają ją także wielkie obszary Azji. Swym eurazjatyckim zasięgiem prawie dorównuje brutalnemu szczupakowi. Za siłą ekspansji geograficznej idzie bez wątpienia imponująca siła zdobywcza wobec różnego rodzaju siedlisk. Znajdujemy ją więc w rze- Rys. 71.Płoć - flegmatyczna ostrożnisia (na tle uklei) kach od dolnej krainy lipienia, gdzie spotyka się z pstrągiem i lipieniem, az po słonawe wody przybrzeżne Bałtyku, gdzie zawiera znajomość z płas-tugami; zadomowiła się i występuje licznie w wielu jeziorach i stawach, z wyjątkiem jezior wysokogórskich i karasiowych sadzawek. Pisze o niej Sakowicz: płoć w porównaniu z karpiem może się lepiej przystosować do znacznie różniących się środowisk. Ta cecha daje płoci znaczną przewagę nad innymi gatunkami i jest przyczyną opanowywania przez nią szeregu zbiorników". Na czym polega siła płoci? Po pierwsze, w przeciwieństwie do karpia, jest ona na swym terenie autochtonką. Po drugie - i w tym kryje się chyba większa część prawdy-stanowi przypadek jakiegoś uderzającego śred-niactwa, jakiejś dobrze zrealizowanej uniwersalności. W odróżnieniu od wielu innych gatunków ryb, z pozoru bardziej silnych i dzielnych, lecz wąsko wyspecjalizowanych i o jednokierunkowych talentach (jak pstrąg, lipień, brzana czy kleń), płoć przeciwstawia niedogodnościom losu i licz­nym wrogom swoje zwycięskie średniactwo, bytowy oportunizm, goto­wość do zgody z warunkami życia panującymi w różnych krainach i siedliskach. Zmysły i umiejętności. Ważnym świadectwem przygotowania ga­tunku do życia są narządy zmysłu. Pod tym względem płoć nie należy do ubogich. Wyłącznie za pomocą linii bocznej, bez udziału wzroku, potrafi ona łowić malutkie dafnie. Ma też zdolność słyszenia (właściwość kar-piowatych), a poza tym dobrze widzi, wykazuje się wrażliwym smakiem i węchem. Z tymi ostatnimi cechami wędkarz liczy się specjalnie. Przyjrzyjmy się teraz części twarzowej i pyskowi płotki oraz porów­najmy z ukleją (rys. 72). Z miejsca zauważamy, że pyszczek płoci jest stosunkowo mały, nawet odpowiednio mniejszy od uklejowego, że jest przedni z lekką skłonnością do spodniego. Jego przeznaczeniem jest pobieranie drobnych (zapamiętajmy to) kęsów. Porównując dalej, od razu narzuca się kolejne spostrzeżenie, że znów odpowiednio mniejsze oko płoci osadzone jest znacznie niżej, w stosunku do linii grzbietu, niż oko uklei. Oznacza to (i o czym koniecznie trzeba pamiętać w czasie łowie­nia), że płoć, w przeciwieństwie do uklei, chętnie podejmuje pokarm z dna i z poziomu oczu; że w mniejszym stopniu okazuje zainteresowanie pokarmem na poziomie wyższym, a prawie żadne tym, który znajduje się na powierzchni wody. Następną różnicą w budowie głów obu gatunków jest różne oddalenie oka od końca pyska. Zauważamy mianowicie, że ukleja patrzy wyraźnie dość daleko przed siebie, podczas gdy płoć, z powodu dużego zbliżenia oczu do warg, jakby patrzała znacznie bliżej, gdzieś „na koniec nosa". W porównaniu z pierwszą, lornetującą dalekie przedpole, druga kojarzy nam się z krótkowidzem czytającym bez okula­rów. Obserwując płoć w czasie żerowania i porównując ją z kolei z kiełbiem zauważymy, że i tym razem zachowuje się ona odmiennie. Otóż kiełb chwyta podany mu żer z krótkiego, lecz zdecydowanego podejścia i pobiera go raptownie. Natomiast płoć, dostrzegłszy jadalny być może kęs, wolno podpływa, zatrzymuje się i przez moment wyraźnie go ogląda -kontroluje okiem, a może i węchem. Jeśli wynik oględzin okaże się zachęcający, zbliża pysk do pokarmu, na chwilę chwyta go i znów wypu­szcza - kontroluje smakiem. Nie jest łapczywa! Mimo że żyje w gromad­kach, nie obawia się specjalnie konkurencji. Dopiero po posmakowaniu żeru podejmuje ostateczną decyzję. Podjąwszy pozytywną, chwyta kęs już pewnie i niespiesznie z nim odchodzi, pożerając go w tym czasie. Tak zachowuje się płoć, kiedy ma do czynienia z żerem nietypowym dla środowiska, np. przynętą. Żer typowy, jej chleb powszedni, zbiera bez większych ceregieli, choć z właściwym sobie opanowaniem. Podobnie postępuje z karmą, do której przyzwyczaił ją wędkarz zanęcaniem. Uogólniając spostrzeżenia wyniesione z oględzin i obserwacji ryby stwierdzamy, że tym razem mamy do czynienia z innym typem, z innym temperamentem oraz innym stosunkiem do pokarmu, niż w przypadku ryb poznanych wcześniej. Na tej podstawie, możemy się domyślać, że płoć będzie brała przynętę w małych kęsach, delikatnie i z rozwagą, wybiórczo i z pewną flegmą, na końcu zaś dość pewnie; że płoć to dostojne sma-koszostwo; że - na dodatek - duża płotka to wyostrzona czujność. Takich ryb nie będzie umiał łowić wędkarz lekceważący je... Zaryzykujmy kon­trowersyjne w tym przypadku słowo „osobowość". Czy płoć jest wzrokowcem? Chyba tak. Karpiowate o srebrzystej łusce mają wzrok niezły, liczymy się więc i z jej umiejętnością spostrze­gania. Na pewno rozróżnia barwy; wabią ją kolory ciepłe między żółcią i czerwienią. Kolor to jednak tylko wabik lub straszak. Ważniejszymi cechami żeru jest zapach, a szczególnie smak, na który ryba ta, jako Poziom grzbietu Rys. 72. Odmienność siedliskowych przystosowań płoci i uklei da się odczytać z odmienności ukształtowania ich głów; z lewej płoci, z prawej-uklei typowo karpiowata jest szczególnie uczulona. Co prawda ludzka docie­kliwość nie potrafi wtargnąć zbyt głęboko w zmysłowe doznania ryb, wiadomo jednak, że liczne karpiowate są wysoce wrażliwe nawet na ślady smaku słodkiego i słonego, a znacznie mniej na gorycz. Ukrywa swe tajemnice również zmysł węchu. Prymitywna budowa rybiego nosa zdaje się zaprzeczać jego wysokiej wrażliwości, obserwowane zaś fakty świadczą o czymś wręcz przeciwnym. Wiemy np., że funkcjonuje on świetnie w przypadku ryb mających zwyczaj żerować głównie w nocy. Choć płoć do nich nie należy, to przecież pracowicie i często żeruje w gęstym już mroku. Wyciągnijmy stąd wniosek, że i węch, we współdzia­łaniu z innymi zmysłami, świetnie jej służy. Smak, barwa i zapach przynęty zasługują na uwagę i eksperymenty wędkarzy, w praktycznych poczynaniach lepiej jednak liczyć na natural­ne, skromne niż na wyrachowane skłonności ryb. Nie sądźmy na sposób ludzki, że płocie mają swe ulubione aromaty lub odczuwają tęsknotę za nieznanymi sobie woniami. Jeżeli jednak, przez dłuższe zanęcanie odpo­wiednio zaprawioną karmą, dojdziemy do tego, że ryby będą kojarzyć niezwykłe w ich środowisku zapachy i barwy z korzystnymi wrażeniami smakowymi, to i odpowiednie zapachowo-kolorystyczne spreparowanie przynęty może przynieść dobre rezultaty. Powtórzy się bowiem zjawisko znane z eksperymentu Pawłowa, w którym pies zaczyna wydzielać ślinę na dźwięk dzwonka, gdyż nauczono go kojarzyć sobie ten głos ze sma­kiem np. kiełbasy. Dzwonek nie zastąpi kiełbasy, a w przypadku płoci woń anyżku czy wanilii nie uczyni smaczną złej przynęty; może co najwyżej, na zasadzie tresury, podniecić łaknienie. Poszukując aromatyczno-smako-wych zapraw do wędkarskich ciast i past (bo o nie przecież głównie chodzi) doceniajmy naturalne i bardzo dla ryb atrakcyjne walory takich dodatków, jak jętki czy ochotki. Pokarm płoci. Chcąc poznać zwierzę, zoolog bada zawartość jego żołądka. My również, co prawda wolni od naukowych popędów, nie jeden raz zaglądaliśmy płociom w trzewia i zawsze stwierdzaliśmy tam obec­ność zielonej treści. Czyżby płoć była roślinożerna? Tak właśnie kwali­fikuje ją np. Starmach: „Płotka ... zjada młode pędy roślin i poroślowe glony, szczególnie okrzemki. Połyka także glony planktonowe, gdy roz­winą się masowo, a także brunatne kożuchy sinic. Równocześnie jednak w skład pokarmu wchodzą liczne drobne zwierzęta żyjące wśród roślin, a dla starszych roczników także małże i ślimaki". Ważna to informacja. W wędkarskim rozpoznaniu wiąże ona płoć z roślinnością wodną nie tylko w czasie rozrodu, lecz w sposób stały; one są jej bazą bytowo-pokarmową! Odnotowując ostro w pamięci roślino-lubny charakter naszej bohaterki, sięgnijmy po jeszcze jedną opinię o niej: „Pokarm płoci jest bardzo urozmaicony. Składa się on z drobnych zwierząt wielu gatunków, z roślin wodnych ... To, co zjada, zależy prze­ważnie od wieku zwierzęcia oraz od właściwej dla pory roku podaży pokarmowej. W ogólnym rozrachunku w pokarmie płoci przeważa ele­ment zwierzęcy" (Oeser). Nieco różnią się przytoczone tu opinie. Dla wędkarzy nie jest jednak ważne, który z pokarmów przeważa w menu płotki. Wystarczy widzieć, że rośliny znaczą dla niej ogromnie wiele, że interesują ją oba rodzaje pokarmu oraz, na co zwraca uwagę Oeser, że w jej życiu dużą rolę odgrywa zmienność pokarmowa uzależniona od pory roku i od wieku ryby. Za tą zmiennością trudno wędkarzowi nadążyć. W pewnym sensie pomaga mu sama przyroda, podając jętkę czy chruścika wtedy, kiedy masowo pojawia się w rzece. Pokarmy roślinne zaś, różne ciasta i ziarna (czy barwić je na zielono?) ważne są przez cały ciepły sezon.
  • Kiedy dobrze żeruje i dobrze bierze przynętę?

    Tytuł kryje w sobie dwojakie zainteresowanie: jedno dotyczy pory roku, a w istocie sezonu płodowego, drugie zaś pory dnia lub nocy. Szukając odpowiedzi na to pytanie, zaglądamy odruchowo do popula­rnych wędkarskich kalendarzy. Dwa tego typu źródła, autorytatywne przez problemową kompetencję firmujących je instytucji (PZW i LOP), tylko w części zgodnie lokują szczyt żerowy i łowiecki płoci w końcu lata (tab. 5*). Inną znów opinię wypowiada Wyganowski: „Płocie można łowić przez cały rok. Właściwy jednak sezon łowiecki rozpoczyna się w maju, a kończy we wrześniu. W lecie bierze bardzo słabo na skutek obficie występującego w tej porze pokarmu w zbiornikach wodnych. Na wiosnę i jesienią, przy korzystnych warunkach atmosferycznych, żeruje bez prze­rwy prawie cały dzień". Opinia polskiego eksperta w zasadzie zgadza się z opinią cytowa­nego już eksperta z NRD - Oesera: „W wodach bieżących i kanałach możliwe są dobre połowy płoci w czasie od marca do połowy maja. Połączone w duże gromady ciągną płocie na swe tarliska. Ich koncen­tracja znacznie podnosi szanse uzyskania dobrych wyników, czas ten * Łowić skutecznie znaczy m.in. trafiać we właściwe dla gatunku okresy dobrego żeru. Znawcy wędkarskich tajemnic dość często niejed-nomyślnie wypowiadają się w tej sprawie. W tabeli 5 oraz w następnych dotyczących sezonów łowieckich poszczególnych ryb, do ich opinii autor dołącza swoją (ostatnia pozycja w tabelach - „Sezony zalecane"). Niech jednak żadne z przytoczonych w tabelach wskazanie, choćby bardzo autorytatywne, nie przeszkodzi Czytelnikowi w twórczo niedo-wiarkowatym jego sprawdzaniu, albowiem istnieje wędkarska intuicja i doświadczenie, a nie ma (na szczęście) autorytatywnej i niepodważalnej wędkologii. Tabela 5. Sezony płodowe zalecane przez różne źródła PŁOĆ Sezony łowieckie 111 IV V VI vn | vm ix X Kalendarz PZW ta "io 1 Kalendarz 10 P '////) ^ tarto J. Wyqanowski '////) 7777/ 1, .'ii i TT" K.D. Oeser Y//Ą '//// W/////, Wykres (okazy medalowe) ZZ77? Temperatura optymalna (12°-18°) sn Sezony zalecane (przy średnich temperaturach, stwarza także sprzyjające okazje do złowienia płoci okazowych. Po tarle płocie są na ogół przy dobrym apetycie. W pełni lata w rzekach żerują nieco gorzej, gdyż w tym czasie gustują w algach, przeważnie gardząc wędkarską przynętą. Najlepszy czas połowu zaczyna się we wrześniu, kiedy wskutek obumierania wodnej roślinności ryba poszukuje spokoj­nej, głębokiej wody. Przy chęci żeru trwa przez całą zimę". Stojąc na rozstaju dróg, w miejscu gdzie przynajmniej częściowo rozeszły się zdania kalendarzy PZW i LOP oraz imiennych autorytetów, przychodzi nam na myśl jeszcze jedno źródło wiedzy o zwyczajach żero­wych ryb. Są nim zgłaszane „Wiadomościom wędkarskim" doniesienia o złowieniu okazowych (medalowych) sztuk. Na tej podstawie autor spo­rządził wykres (rys. 73), ilustrujący dynamikę głodu i żeru płoci (przynaj­mniej największej) na przestrzeni 8 miesięcy roku. W pierwszej chwili nie budzi on zaufania. Mała liczba zgłoszonych faktów oraz prawie zerowa liczba złowień we wrześniu... (?!) Na domiar podważa swą wymową wskazania wcześniej cytowanych autorytetów: potwierdza więc wysoką ocenę maja, ale jeszcze wyżej punktuje czer­wiec; sygnalizuje spadek aktywności żerowej w lipcu, lecz zalicza go do dobrych, a nie jałowych miesięcy dla wędkarza; chwali sierpień i lekko degraduje okres jesienny... Może więc odrzucić wykres wraz ze źródłem? Nie godzimy się jednak z dyskwalifikacją. Zarzuty tylko z pozoru są mocne. Podważają one poznawczą wartość źródła, do którego sięgnęli­śmy, z pozycji metody statystycznej. W porze lata - argumentuje się -następuje wyjątkowo masowy wysyp wędkarzy na łowiska, co musi pociągać za sobą większą liczbę złowień; w taki sposób powstaje fał­szywy obraz letniej aktywności żerowej i pozór łowieckiego szczytu. Przytoczony tu bardzo sugestywny wywód przeoczą jednak fakt obiektywny, że duże, czujne płocie łowią nie setki tysięcy urlopowych wędkarzy, lecz wyłącznie wędkarze wyborowi. Ci zaś są obecni na łowi­skach we wszystkich sprzyjających sukcesom porach. Od tej więc strony krytykowane źródło informacji skutecznie się broni. Słabszym punktem obrony jest zbyt mała liczba złowień, żeby podda­wać ją statystycznym uogólnieniom. Należy jednak uwzględnić, że zbu­dowany na nich wykres zbiera i porządkuje nie fakty samoistne i elemen­tarne, lecz w istocie skutki takich faktów, tj. wielu tysięcy wyjść wędkarzy na łowiska, które zdarzyły się na przestrzeni lat. Nie odrzucajmy więc źródła oraz'jego wymowy. I nie kwestionujmy jego możliwych... zakła­mań. Zauważmy, że obroniwszy wykres, jeszcze bardziej skomplikowali­śmy poszukiwanie prawdy o płociowym sezonie, do wcześniejszych sprzeczności dodaliśmy nowe. Zdezorientowani, szukajmy wskazówek bardziej zobiektywizowanych. Termiczne upodobania płoci. Jaki jest zakres termiczny żerowej aktywności płoci? Dolną granicę wolno umieścić gdzieś na poziomie 4°C, gdyż gatunek ten przyjmuje pokarm również zimą; górna zaś powinna być niższa od odpowiedniej granicy właściwej dla karpia (28°C) i pewnie IV VI VII VIII IX °c 25 i—K 1. sęzon ptgcipwy 2. sezon płodowy Rys. 74. Umiejscowienie w czasie płociowych sezonów łowieckich (na podstawie wykresu zmian ciepłoty naszych rzek na przestrzeni roku oraz zakresu temperatur optymalnych dla gatunku): A - temperatura opty­malna płoci, 6 - możliwe przesunięcia sezonów łowieckich należy ją wyznaczyć na poziomie około 22°C. Gdzieś między tymi grani­cami mieści się temperatura optymalna gatunku, której towarzyszy rów­nież najbardziej aktywny żer. Do pewnego stopnia została ona wyzna­czona doświadczalnie, metodą badania przyrostów wagowych malutkich płotek. Okazało się, że młode rybki rosły najprędzej przy średniej tempe­raturze wody około 16°C. Mimo że wymogi cieplne ryb dojrzałych i narybku nie bywają identyczne, domyślamy się jednak, że są zbliżone. Na tej podstawie za optymalną temperaturę dla łownych płoci przyjmiemy zakres 12-18°C. Spodziewamy się, że w takich warunkach cieplnych ryba powinna najaktywniej uganiać się za żerem (i przynętą), żeby nadą­żyć za potrzebami organizmu ponaglanego sprzyjającym mu ciepłem. Znając temperaturę optymalną gatunku oraz aktualną temperaturę wody w rzece, możemy dojść zupełnie łatwo do zobiektywizowanych danych o dobrych i złych okresach łowienia płoci. Otóż po naniesieniu na wykres poziomego pasa temperatury optymalnej (rys. 74 A) odczytamy, że w ciągu przeciętnie ciepłego roku istnieją dwa szczyty łowne, dwa okresy płodowych żniw. Pierwszy z nich przypada na dwie ostatnie dekady maja oraz pierwsze dwie czerwca, drugi - na drugą połowę sierpnia i prawie cały wrzesień. Zastosowany tu sposób doradza węd­karzowi, kiedy ma wyjść z wędką na płocie z dużymi szansami na powo­dzenie. Umożliwia także wprowadzenie korekt na lata (lub na dłużej trwające okresy w roku) bardzo gorące lub nietypowo chłodne (rys. 74 B). Na termicznej huśtawce doby. Prostota chwalonej wyżej metody jest tak niezwykła, że aż budzi podejrzenie, iż gdzieś ukrywa perfidny niedo­statek. Łatwo też znaleźć w niej punkty zaczepienia dla krytyki. Mówi się np. o średnich temperaturach rzeki, traktując je z całą powagą jako stany trwałe, funkcjonujące przez dłuższe okresy, gdy tymczasem... I tu krytyka narzuca nam zainteresowanie się temperaturą rzecznej wody nie tylko w ciągu miesiąca czy dekady, lecz także w czasie krótszym, np.doby. Dla wędkarza ma to znaczenie praktyczne tylko wtedy, kiedy małe - jak przypuszczamy - zmiany dobowe oddziaływają w sposób istotny na kon­dycję żerową ryb. Odpowiedzi na wątpliwość udziela Schachtel: „Woda zmienia temperaturę znacznie wolniej niż powietrze, toteż ryby, przysto­sowane do życia w wodzie, są dość wrażliwe na niewielkie nawet zmiany. Już różnica kilku stopniu powoduje uszkodzenie naskórka". Zacytowana wypowiedź odnosi się do zmian nagłych, skokowych, które mogą wystę­pować przy transporcie żywych ryb, ale ma też znaczenie szersze. W sposób pośredni potwierdza je spostrzeżenie Starmacha, Wróbla i Pasternaka, którzy klasyfikując polskie rzeki według ich cech termicz­nych, stwierdzają, że w rzekach o mniejszych dobowych wahaniach temperatury występuje więcej gatunków zwierząt, w tym i ryb, niż w rzekach pod względem cieplnym zdecydowanie niezrównoważonych. Inaczej mówiąc, duże wahania dobowe i wszelkie gwałtowne zmiany temperatury wody w rzece nie służą rybom. Bardzo to ważna wskazówka dla wędkarzy. Czy słońce jest w stanie znacznie podgrzać rzekę w ciągu kilkunastu godzin swego dziennego operowania, a noc w tym samym stopniu ją schłodzić? Jeżeli odpowiedź miałaby być pozytywna, to łatwo domyślić się, że bardziej skore do szybkiego podgrzewania się i stygnięcia będą rzeki płaskie, tj. płytkie i szerokie oraz rzeki niewielkie i ciemnowodne; i że będą w nich żyły ryby pod względem żerowym kapryśne. Odporniejszymi na takie zmiany okażą się rzeki głębokie, prowadzące dużą masę wody o stosunkowo małym styku z powietrzem i słońcem, jasnowodne; w nich zaś będą żyły ryby o bardziej stabilnym stosunku do żeru. Na rysunku 75 przedstawiono zmiany temperatury wody w nienazwa­nej rzece w ciągu dwu słonecznych dni lata. Zaskakuje nas w nim wyso­kość dobowego skoku termicznego, który wynosi aż 10°C! W świetle wszystkiego, co powiedzieliśmy wcześniej o wrażliwości ryb na uderze­nia cieplne, dni o takim skoku (amplitudzie) nie mogą sprzyjać rybim apetytom oraz wędkarskiemu powodzeniu. Korzystając z wykresu, zwróćmy uwagę na występujące w ciągu doby dwa okresy względnego ustalenia się temperatury wody w rzecze: pier­wszy - poranny i chłodny, przypadający na godziny 3-8, oraz drugi -popołudniowy i ciepły, który mieści się w godzinach 15-21. Wydaje się, że °c 1 %. A Noc |||! .i' lii II A II li 'oc ii liii ii LO on Pi li pi !■!!' l; Hl' !:li L/J Riy W 10 ji II [I iii !| T , ii lii i ■ ■ 1 L i i .i! II i j ' V i,Im 12 00 24.00 12.00 2' 1.00 Rys. 75. Przykładowy, lecz wzięty z rzeczywistości, wykres zmian tem­peratury wody w rzece w ciągu dwu upalnych dób lata (dokumentuje on sytuację dość krytyczną: skok termiczny doby wynosi około 1CTC): P, i Pz - popołudniowo-wieczorne „gorące" okresy względnej stabilizacji ciepl­nej, RiR2- poranne, chłodne okresy chwilowego ustalenia się tempe­ratury wody jeżeli podczas takiej pogody chcielibyśmy celować w płocie, to mieliby­śmy szanse na mierne powodzenie tylko w rannym, chłodnym okresie, gdyż tylko wtedy warunki cieplne w rzece zbliżają się do dogadzających płociom. Zgoła korzystniejsza będzie dla wędkarza sytuacja wtedy, kiedy amplituda, tj. fala zmian temperatury wody w rzece, spłaszczy się (np. wiosną, wczesną jesienią, w pochmurne dnia lata) i w szerszym zakresie pokryje się z temperaturą optymalną płoci.
  • Łowienie płoci

    Łowiska. Dobrymi siedliskami płoci, dla której rośliny znaczą tak wiele, są rzeki lub ich fragmenty o bogatej zielonej szacie podwodnej, niespieszne, a przynajmniej obfitujące w zakątki spokojnej wody, mięk-kodenne. Za dodatkowy wskaźnik licznej obecności dużych płoci, uznaje się masowe występowanie małża racicznicy (dwudzielne, czarniawe skorupki sklejone z innymi wręcz w bryły), której larwy i postać młodzie­żowa stanowi ważny pokarm ryby. W rzekach głębokich i o szybkim przepływie, płynących korytami typu kanałowego lub ubogimi w roślin­ność zanurzoną - zieloną i miękką, bazę żerową może zastąpić obfitość zwałów trzcin, krzewów i drzew. Wprawdzie rzeki tego typu nie sprzyjają narybkowi, umożliwiają jednak bytowanie grubszym sztukom. W kontakcie z nieznaną rzeką, posługując się znajomością potrzeb gatunku, wyobraźnią i gruntomierzem, wędkarz stara się odkryć dwa adresy ryby, tj. żerowiska oraz zakątki spokojnego spędzania czasu pozażerowego-ostoje. Oba zmieniają się w ciągu roku. Wiosną, po tarle, ryba idzie za temperaturą, tzn. szuka lepiej nagrzanych miejsc. Postępuje tak zarówno z uwagi na siebie, jak i na potrzeby służących jej za pokarm organizmów roślinnych i zwierzęcych. Latem, kiedy ogólne warunki zmieniają się, a żerowe poprawiają, ważnym regulatorem przemieszczeń płoci okaże się słońce. Możemy o niej powiedzieć, że raczej nie lubi ostrego naświetlenia toni, że woli przebywać w półcieniu. Kryjąc się przed blaskiem (i nadmiarem ciepła), zatrzymuje się na długie godziny letniego dnia w osłoniętych ukryciach: pod nawisami brzegowych krzewów, na krawędzi płaszcza roślin podwo­dnych, pod kurtyną korzeni samotnej, stojącej tuż nad wodą olchy, w podmytej burcie. Płoć lubi również szerokie pasma cieni rzucanych na rzekę przez stare mosty drewniane. Zawsze jednak, niezależnie od tego, gdzie gromadka tych ryb zatrzyma się, ich stanowisko będzie przemy­wane przez prąd, w dni gorące nawet szybki, i zawsze znajdzie się na pograniczu otwartej, głębszej wody. Z tych powodów nie szukajmy ich w cienistych, lecz ciasnych oczkach pośród gąszczu grążeli i roślinności zanurzonej. Płoć lubi luz. Po godzinach śróddziennego odpoczynku płocie przechodzą na żero­wiska. Wczesnym latem czynią to o świcie, a potem drugi raz u schyłku dnia. Pożywiają się w swobodnie rozproszonym szyku. Żerowiskami bywają średnio głębokie równie denne lub łagodne spady, porośnięte dość rzadką roślinnością zanurzoną w strefie brzegu lub śródrzecza. Są to miejsca o zwolnionych przepływach, gdzie prądy zanikają lub skręcają się bardzo spokojnymi zakolami. W szczycie lata ryby schodzą w koryto na głębsze przykosy, szukają schłodzonej wody przydennej, lepiej prze­wietrzonej przez szybki prąd, i tylko o świcie podchodzą do bocznych spadów koryta. Taktyki łowieckie i wędki. Decyzja w sprawie wyboru taktyki łowie­ckiej może zapaść po przeglądzie lokalnych, dostępnych wędkarzowi płodowych stanowisk i żerowisk. Wędkarz będzie miał do wyboru w zasadzie dwie taktyki: pierwsza - łowienie zzasiadki, co przynaj­mniej w połowie znaczy, że na żerowiskach; druga - łowienie z ruchu, które polega na operatywnym obławianiu ostoi. W obu wypad­kach niezbędna będzie - przystosowana do ryby, do taktyki i miejsca -odpowiednia wędka. Elementarna wędka płodowa. Z myślą o cechach charakterystycznych gatunku decydujemy się na lekką, doskonale zestrojoną przepły­wankę płociową (rys. 76). Powinno w niej znaleźć skrupulatne zastosowanie to wszystko, co powiedzieliśmy wcześniej o cechach wędki spławikowej. Dobierając zaś elementy i montując je w celowo pomyślaną całość dodatkowo uwzględniamy następujące cechy płoci: dobry wzrok i opanowany stosunek do żeru, co wyraża się w oglą­daniu przynęty z bliska, w smakowaniu jej i próbach przemieszczania; przyzwyczajenie do drobnych, łatwych w zjadaniu kęsów; stosunkowo mały pyszczek; #duża przezorność ryby, która może szybko zrezygnować z najlep­szej przynęty, jeżeli tylko poczuje zbyt długo trwający lub zbyt silny opór żyłkowego zestawu i spławika; • duża siła większych okazów. Wynika stąd potrzeba stosowania niewielkich haczyków, dobranych do miernych pyszczków i małej przynęty, cienkich i mocnych żyłek, wraż­liwych i o niskiej wyporności spławików oraz sprężystego, lecz nie sztyw­nego wędziska. Dodatkowo, wędka musi być wyjątkowo czule nastrojo­na. Słowo „nastrojona", wzięte z muzycznej terminologii, zasługuje, żeby wejść do języka wędkarzy i to przede wszystkim wtedy, kiedy rzecz idzie o płodowej wędce, albowiem chyba żadna inna nie wymaga od wędkarza tyle konstruktorskiej i łowieckiej maesterii. Żadna też wędka nie cieszy serca tak, jak piękna płodowa przepływanka - wędka-wizytówka i węd-ka-świadectwo łowieckiej kultury właściciela. Z ogólnych postulatów wynikną konkretne wybory. Ostry haczyk dostosujemy do przynęty: haczyk z krótkim ramieniem do przynęt roślin­nych, z normalnym - do zwierzęcych. Żyłkę przyponową wybierzemy jak najcieńszą (0,12-0,16 mm), najmocniejszą i bezbarwną; grubszej uży­jemy wtedy, gdy spodziewamy się większych okazów i podczas łowienia w łowiskach obfitujących w przykre zaczepy. Całość wędki montujemy na żyłce głównej o średnicy 0,25 mm i łączymy z najlepszym kijem przepły-wankowym długości około 3,5 m. Przy tej wędce użyjemy po raz pierwszy kołowrotka - bardzo lekkiego, najlepiej tradycyjnego z ruchomą szpulą, o grubej średnicy wewnętrznej (korkowa nakładka) i znacznej średnicy zewnętrznej (8-12 cm), oraz z 25-metrowym zapasem żyłki. Przelotki na wędzisku powinny być zupeł­nie małe, na krótkich stopkach, podniesione w stosunku do kija i wyko­nane z cienkiego, stalowego drutu. Tak złożona wędka nie ma jeszcze obciążenia i spławika. Dobierając najpierw ciężarek - szczególnie starannie wg zasady „najlżejszy z wystarczających" - pamiętamy, że postępuje on przed spławikiem i określa jego wyporność. W roli spławika zaś, na wody głębsze o gnuśnym lub powolnym przepływie, wystarczy średniej wielkości kolec jeżozwie-rza, wsparty niekiedy cienkościenną okładziną z korka lub twardego styropianu. Nie nadaje się do tego celu gęsie pióro z komorą powietrzną, ponieważ ma ono zbyt dużą wyporność (a także oporność). Doskonały jest natomiast spławik podobny jak na ukleje, tyle że większy (7-10 cm). Podczas łowienia na żerowiskach, które zwykle najobficiej darzą pło-cią w szarych godzinach świtu i w gęstniejącym mroku wieczora, dobre usługi będzie świadczył kroplokształtny spławik z korka lub styropianu -możliwie mały i białego koloru (najłatwiej go obserwować). On też okaże się lepszy od spławika wydłużonego (typu kolec) przy obławianiu stano­wisk na prądzie. Węzły- zadatek klęski. Podczas łowienia płoci trafiają się okazy silne i to każe nam wykonać wędkę z pewnym zapasem wytrzymałości. Śmier­telnym wrogiem wytrzymałości są zarówno konieczne, jak i zbędne węzły, zasuplenia itp. W każdym zestawie żyłkowym wolno dopuścić tylko te pierwsze, uzasadnione potrzebą, i to najwyżej dwa: jeden przy haczyku, drugi w miejscu łączenia żyłki głównej z przyponem. Ideałem będą zawsze żyłki lite, bez przyponowych dowiązek. Poza tym warto wiedzieć, że na cienkim przyponie supły lubią się wiązać same, bez udziału łowiącego, a jakby za sprawą złośliwych wod­nic. Nawyk nieustannego, wręcz obsesyjnego sprawdzania przyponu (odruchowe przeciąganie żyłki między opuszkami palców) świadczy o łowieckim doświadczeniu, opłaconym gorzką ceną klęsk. Węzeł (supeł) często zmniejsza wytrzymałość żyłki o połowę. Szkod­liwość węzła koniecznego można ograniczyć przez: po pierwsze - dopu­szczenie do użycia żyłki tylko odpowiedniej jakości, co głównie zależy od producenta i rzetelności handlu po drugie - najkorzystniejsze jej wiąza­nie, co już leży w zakresie powinności wędkarza. Warto poznać przyczynę zdradzieckości wszelkich żyłkowych wią­zań. Otóż szczególnie podatne na rwanie są żyłki rozciągliwie miękkie, które pękają nie w samym węźle, lecz tuż przed nim lub tuż za nim. Sprawia to nierozciągliwość węzła, powodująca w następstwie przecią­żenie przyległych do niego odcinków żyłki, punktowe jej pocienienie i w końcu przerwanie (rys. 77). Poznanie przyczyny wskazuje, że w celu uniknięcia wielu łowieckich niepowodzeń należałoby wiązać węzły elastyczne, co szczególnie doty­czy węzła przyponowego. Najbardziej elastyczne okażą się te, które: po pierwsze - będą miały pewien zapas luzu na zaciskanie się (warunek istotny, skutek chwilowy, lecz znaczący), po drugie - naprężenie punk­towe rozłożą na możliwie najdłuższy odcinek żyłki (warunek główny, skutek bardziej trwały). Warunku głównego nie spełnia wielce wygodny, B Rys. 77. Dwa typy węzłów przyponowych: /, - niesprężysty, „twardy" -sprzyja rwaniu żyłek w punktach P:B- bardziej sprężysty - charaktery­zuje złożenie na styk łączonych żyłek i omotanie ich na dłuższym odcinku (żyłką trzecią lub końcami ich samych); występuje w kilku wariantach ale bardzo osłabiający wędkę, powszechnie stosowany węzeł pętlicowy (rys. 78). Do prawidłowego węzła przyponowego bardziej zbliża nas popularny sposób wiązania haczyka łopatkowego (p.rys. 58); nie zaciągnięty do B A Rys. 78. Łączenia pętlicowe: A -proste, „twarde" węzły, tzw. ósem­kowe (łączenie takie jest wygodne, lecz często zawodne), 6- „ósemka" z wielokrotnym omotaniem o znacz­nie większej wytrzymałości krańca możliwości węzeł haczykowy sprawia, że dowiązana do haczyka żyłka pracuje nie w jednym punkcie tuż nad łopatką, lecz na całym jej przyłożeniu do ramienia. Gdy wyobrazimy sobie teraz, że w roli ramienia występuje żyłka główna, z którą łączymy przypon, to stąd droga już prosta do węzła przyponowego mniej zawodnego, choć niezbyt wygodnego w wykonywaniu (rys. 79). W tym miejscu trzeba jednak ż naciskiem podkreślić, że wszystkie stare węzły, choćby w swej młodości najdoskonalsze, oraz węzły nowo zawiązane, lecz po wyjątkowo ciężkiej próbie na łowisku (trudny hol, twardy zaczep), są bardzo złymi węzłami. Trzeba je odciąć i zawiązać nowe. Węzeł haczykowy również nie powinien być uważany za wiecz­ny. Łowienie z zasiadki na żerowiskach z zanęcaniem miejscowym. Jeszcze przed wyjściem nad rzekę z prawidłowo zmontowaną i zestrojoną prze­pływanka płociową dokonamy wyboru miejsc łowiskowych i zanęcimy je. Wybór łowi6ka poprzedza uważne sondowanie poszczególnych miejsc za pomocą gruntomierza. Badamy głębokość wody, ukształtowanie dna, jego wyściółkę, rozmieszczenie zaczepów dennych. Bardzo ważną oko­licznością, przesądzającą o wyborze miejsca łowienia, będzie bliskie sąsiedztwo dziennych stanowisk - ostoi płoci: to z nich mają przybyć wieczorem ryby. wa sprężyste węzły przyponowe: O - sytuacja wyjściowa do ich a; węzeł dolny to w swej istocie węzeł haczykowy, powtarzany ońcem łączonych żyłek odpowiednio na nich samych (na /Iko jego połowa; zaKończony zostanie po wykonaniu jeszcze Żerowisko zanęcamy zanęceniem miejscowym. Na jego istotę skła­dają się dwie intencje: 1 - przyzwyczaić ryby do rodzaju podawanego im przez wędkarza pokarmu, 2 - przyuczyć je do stałego odwiedzania wyznaczonego przez wędkarza fragmentu żerowiska (parę, w niektórych sytuacjach paręnaście m2 dna). Dzięki kilkakrotnemu podawaniu zanęty w łowisko wędkarz wytwarza swego rodzaju namiastkę żeru okresowe­go, który pod koniec zanęcania płocie zbierają z dużą pewnością siebie. Zabiegi zwabiające mają więc po trosze cechy tresury pokarmowej. Zanęcanie miejscowe stosujemy głównie na żerowiskach wygodnych do obławiania i w których ryby czują się najbezpieczniej. Pamiętajmy, że strefa brzegowa, gdzie z reguły znajdują się żerowiska, stanowi dla ryb strefę zagrożenia, że się w niej czują jak intruzy w cudzym ogrodzie. Zanęcanie polega na kilkakrotnym (minimum 3 razy) podsypywaniu w wybrane miejsce około 11 karmy, którą rozrzucamy na wybranej prze­strzeni łowiska, zarówno dalej, jak i przy samym brzegu, także między rośliny. W taki sposób zmuszamy ryby do pracowitego, a nawet mozol­nego jej wyszukiwania, bez dawania im okazji do łatwego i szybkiego nasycenia się. Płocie zanęcamy przeważnie pokarmem roślinnym: goto­wanymi kaszami lub płatkami zbożowymi, parzonym ziarnem pszenicy, gniecionymi ziemniakami z dodatkiem otrąb lub płatków owsianych i wszystkim, łącznie z dodatkami zapachowymi, co ryby mogą z chęcią zaakceptować. Posiadanie w dużej ilości karmy zwierzęcej nie wyklucza jej stosowania jako zanęty dopełniającej. Zanętę podajemy w łowisko przed wychodzeniem ryb na żer. Po kil­kakrotnym zanęceniu możemy już przyjść nad łowisko z wędką i siatką, a także podbierakiem, o szarych godzinach świtu lub przed wieczorem. Po dniach słonecznych, lecz wietrznych najlepiej łowić wieczorem i to tak długo, jak długo widać biały spławiczek. W dobry czas i w dobrym miejscu ryby biorą często i z dużą pewnością siebie. Łowiąc, mamy obowiązek zachować się bardzo dyskretnie, tj. trzymać się z dala od wody, przynaj­mniej na odległość połowy długości wędziska, lekko stąpać, nie uderzać w ziemię dolnikiem, torbą wędkarską, a podbierak zawsze wkręcać, a nie wbijać grotem w ziemię. Dopuszczalna jest swobodna rozmowa. Łowiąc w świetle dnia wykorzystujemy ukrycia brzegowe lub łowimy z pozycji klęczącej. Siatkę na złowione ryby umieszczamy w wodzie w pewnym oddaleniu od łowiska, choć przysparza to fatygi. Łowimy na tę samą przynętę, którą zanęcaliśmy łowisko. Zasiadka i łowienie w zanęcie smugowej. Brak czasu na długotrwałe zanęcanie żerowisk naturalnych zmusza często wędkarza do organizo­wania sobie łowiska w miejscu innym, mniej korzystnym. W takim wypadku dobrze jest stosować zanęcanie smugowe. Obliczone jest ono na szybki skutek, tj. na jednorazowe „ekspresowe" przywabienie ryb. Dobre położenie zanęty smugowej wymaga sporo trudu, ale odwdzięcza się emocjami i zdobyczą. Najpierw wymaga wybrania właściwego miejs­ca, a więc wygodnego stanowiska wędkarskiego, zapewniającego dobre ukrycie się wędkarza przed oczyma ryb, przy nim zaś dość głębokiego Rys. 80. Przepływanka w smudze zanęty: k- zanęta w postaci glinianych kui, o - ostoja ryb, s -- smuga łowiska, które dawałoby rybom względne poczucie bezpieczeństwa. Poza tym łowisko powinno charakteryzować płaskie, pozbawione zacze­pów dno oraz prosty, niezbyt szybki prąd, który - co jest bardzo ważne -prowadzi od łowiska do domniemanych stanowisk ryb (zwarte krzewy w wodzie, zwały pni, dół śródrzeczny itp.). W takim miejscu, po zbadaniu głębokości wody i dostrojeniu przepły-wanki, wrzucamy na dno, na odległość przyszłej trasy spławika (dobrze odmierzyć!), trzy-cztery rozłupane w pół kule, utoczone z gliny (iłu) prze­mieszanej z karmą (rys. 80). Kule stopniowo rozmywają się w prądzie i uwalniają najmniejsze drobiny karmy. Te zaś wypływając tworzą smugę żeru rozsnuwaną przez wodę po trasie jej biegu i docierającą w postaci zapachowo-smakowych sygnałów do stanowisk ryb. Zaintrygowane ryby powinny pójść pod prąd jej śladem, dotrzeć do zanętowych kul i tu zatrzymać się na żer, natomiast sprawą wędkarza jest już umieć wyko­rzystać ich obecność pod spławikiem. Przywabiającą smugę wytwarzają miałko utarte produkty pokarmowe: płatki, otręby, mąka grochowa i mąka zbożowa, rozgotowana kasza manna, tłuczone ziemniaki, mielona bułka lub chleb. Inwencja i zapobieg­liwość wędkarza może uczynić zanętę bardziej atrakcyjną, np. przez zaprawienie kul naturalnymi dodatkami zapachowo-smakowymi: roz­drobnionymi w czasie ugniatania gliny jętkami, ochotkami, kawałkami dżdżownic, miękkich ślimaków i wszystkiego, co może podniecać rybi głód. Niegdyś w roli renomowanego dodatku smużącego występowały jętki lotne, które w czasie rójki masowo łowiono i suszono. Niezależnie od rodzaju, składnik smużący powinien być zadany obfi­cie, natomiast składnik pokarmowy - w postaci większych, lecz nie sycących kęsów - w ilości mniejszej. Składnikiem pokarmowym mogą być parzone płatki zbożowe, drobna kasza, ziemniaki oraz zanęta zwie­rzęca: białe robaczki, dżdżownice, chruściki lub inne owady - wszystko według możliwości wędkarza. Jeżeli w łowisku prąd jest powolny lub umiarkowany, zmniejszamy spójność tłustej gliny, dodając do niego mało spójnego iłu; jeżeli w dnie rzeki lub jej brzegach brakuje spoiwa do zanęty, to możemy ostatecznie użyć siateczki, którą wypełniamy cząstkami smu­żącymi, obciążamy i zatapiamy na sznurku w łowisku. Łowimy w smudze zarzucając wędkę pod prąd, powyżej położonych na dno kul (rys. 80). Na haczyk nakładamy najatrakcyjniejszą przynętę. Możemy ją co pewien czas zmieniać, przechodząc np. z ciasta na białe robaczki, a potem na chruścika czy dżdżownicę. Łowiąc w silniejszym prądzie, stosujemy przepływankę cięższą od używanej na żerowiskach (większe obciążenie, kroplokształtny spławik na krótkiej przetyczce). Wędkę prowadzimy przez łowisko z wszystkimi rygorami łowienia prawidłowego, tzn. skrytego, cichego i czujnego. Przyhamowujemy ją w biegu jak przy łowieniu kiełbi, prowadzimy po trasie nie dłuższej niż pozwala na to skuteczność zacięć. Zacinamy z refleksem w odpowiedzi na każde branie, choćby przypominało zwyczajny zaczep. Zaciętych ryb nie holujemy wzdłuż smugowej zanęty, lecz sprowadzamy do brzegu i cicho podbieramy podbierakiem. Łowienie na przystawkę bez spławika. Niekiedy odkrywamy doskonałe stanowiska ryb, zupełnie jednak niedostępne z brzegu dla wędkarza ze spławikową przypływanką. Mamy tu na myśli np. głębsze stanowiska przy brzegu, w dół od wędkarza, pod zbitym, kładącym się na wodę okapem krzewów. W takich sytuacjach dobre wyniki może przynieść płociowa przystawka bez spławika (rys. 81). Podstawowy wyróżnik przystawki bezspławikowej stanowi spora ołowiana oliwka, nanizana luźno na żyłkę główną i zatrzymująca się na obciążeniu przyponu. Taką wędkę zarzucamy dość daleko w nurt, pozwalamy stoczyć się na napiętej żyłce w dół rzeki, do rejonu, gdzie spodziewamy się płoci. W wyznaczonym miejscu (ma na to wpływ siła prądu i promień, po którym toczy się oliwka) wędka zatrzymuje się w gotowości do działania. Branie przynęty przez pewne siebie ryby bywa zwykle mocne, sygnalizowane przygięciem i nerwowym drganiem szczytówki. Wędkarz odpowiada na nie szybkim zacięciem. Jako przynęty można używać ciasta lub zwierząt dobrze trzymających się na haczyku: białych robaczków, czerwonych pijaweczek, dżdżownic, chruścików. Łowienie płoci z ruchu. Kiedy zakończą się brania płoci na żerowi­skach, a chce się nam powłóczyć po zakątkach rzeki, wtedy bierzemy przepływankę w garść i rozpoczynamy z nią tzw. obmacywanie różnych oczek, zakątków, prądzików i tras. Takie wędkowanie może być absolut­nie improwizowane, bez planu. Może być też poprzedzone (kwadrans, godzinę wcześniej) wrzuceniem garści gotowanej pszenicy czy pęczaku w każde miejsce, które mamy zamiar odwiedzić z wędką. Łowiąc z ruchu w godzinach wysokiego słońca uświadamiajmy sobie, że mamy do czynienia z rybami odpoczywającymi i raczej sytymi niż głodnymi, bardziej zainteresowanymi niż łaknącymi. Z tego specyficz­nego stosunku do żeru wynikają dla wędkarza istotne konsekwencje. Przede wszystkim szuka on płoci w miejscach zacienionych i w półcieniu, 5- Wędkarstwo rzeczne 129 Rys.81. Przystawka płociowa bez spławika; A - elementy: W - węzeł zderzakowy, K - koralik, O - oliwka ołowiana; 6 - przykład na wprowa­dzanie przystawki w niedostępne innym sposobem łowisko (Ł): 0P -początek trasy oliwki, Ok - koniec trasy oliwki (przynęta w przeznaczo­nym, jej miejscu) tzn. przy korzeniach drzew, za progiem dna, na skraju smugi strzałki wodnej. Następnie, pamiętając o mniejszym łakomstwie i tym samym zwiększonej przezorności ryb, podaje im przynętę w bardzo małych por­cjach (jedno ziarno pęczaku, bryłeczka ciasta, a jeszcze lepiej - mały owad, np. chruścik) i to na wydłużonym przyponie (30-35 cm). Ostatnia rada jest sprzeczna z komunikatywnością przepływanki, ale daje węd­karzowi korzyść z innej strony. W związku z tym, że stanowiska płoci znajdują się z reguły na lekkim prądzie, podana na długim przyponie przynęta będzie miała więcej ociężałej swobody w balansowaniu, prąd będzie łatwiej ją unosił i podsuwał stojącej pod krzakiem rybie - zwiększał kusicielską siłę przynęty. Jakkolwiek płocie gromadzą się na stanowiskach grupowo, to prze­cież jako ryby czujne nie pozwalają się grupowo łowić. Zwykle jest tak, że pierwsza ryba bierze przynętę szybko, druga już każe na siebie poczekać i będzie mniejsza od pierwszej, trzecia może w ogóle nie wziąć. W takiej sytuacji wypada wędkarzowi opuścić zakątek i szukać szczęścia w następnym. Wędrując z wędką wzdłuż brzegu, bez wcześniejszego przy­gotowania łowisk, warto stosować podnęcanie, sypiąc skąpo zanętę „na spławik", tzn. w czasie łowienia. Przynosi to rezultat wtedy, kiedy obła- wiamy długie pasma płodowych ostoi, np. wydłużone, cieniste, obmy­wane przez umiarkowany prąd łany roślinności na skraju rynny dennej lub interesujące skarpy brzegowe. Płociowe przynęty. Szeroki .zakres żerowy płoci stawia wędkarza przed równie szerokim zakresem przynęt. Doświadczenie podpowiada, że przynęty zwierzęce, mimo roślinożernego charakteru płoci, są bardziej niezawodne niż roślinne. Szczególne wzięcie mają przynęty pochodzenia wodnego. Wśród nich za klasycznie płodową słusznie uchodzi larwa chruścika oraz zielonego koloru poczwarka tego owada, którą wydobywa-się z dwustronnie zasklepionych „domków". Rzadziej używa się jętek grzebiących. W prawdzie jest to przynęta doskonała, lecz kłopotliwa, gdyż równie delikatna jak larwy ochotki i błyskawicznie zdejmowana z haczyka przez ukleje. Dobre są jętki pełzające, ukryte na kamieniach i drągowinie, wyławiane w bystrzach, np. przy główkach. Stosujemy je na leciutkich wędeczkach, które prowadzi się ryzykancko tuż przy styku główki i obmywającej ją strugi wody. Czerwone pijawki, kiedy są stoso­wane na głębszych przepływach, tam gdzie te pierścienice występują (przy głazach, zwałach dennych), często przynoszą wędkarzowi pięknie wyrośnięte okazy. Ze skorupiaków dobrą przynętę stanowią ośliczki. Są one skuteczne pod jesień na wodach stagnujących. Zwierzęta przynętowe spoza wody to: znane nam białe robaczki (la­rwy muchy), barwione na kolor ciepły lub zielony albo naturalne; polne koniki, atrakcyjne na łąkowych odcinkach rzeki, jeśli są podawane na lekkich przepływankach z dłuższym przyponem; dżdżownice-kompo-stówki lub rosówkokształtne, chętnie zjadane przez większe płocie w zadrzewionych rzekach, o małej obsadzie roślinności miękkiej (także na rozległych starorzeczach w porze wczesnego lata, gdy zwykłe dżdżow­nice mogą być nawet nie ruszane). Nie znaną i niezłą przynętę stanowią ślimaczki w ciemnych, stożkowoskrętnych skorupkach, pełzające często po zacienionych brzegach, skuteczneraczej na grubsze płocie. Spośród przynęt roślinhych należy wymienić popularne i powszech­nie stosowane różne ciasta, często barwione barwnikami spożywczymi -syntetycznymi oraz naturalnymi (np. sokiem szpinaku), oprócz tego bar­wione lub naturalne kasze, szczególnie pęczak, który w ostatnich latach zrobił karierę, także krótko parzone płatki owsiane. Kawałeczki żółtego gotowanego ziemniaka nie zawodzą na nęconych nim miejscach. Dos­konały natomiast na inne ryby żółty groch nie wydaje się mieć takiego samego powodzenia u płoci, co nie oznacza, że nim gardzą. Zdecydowa­nie jednak wolą zielony. Wszystkie wymienione przynęty zakładamy na stosowne dla nich rozmiarem haczyki, tak aby nie wystawało z nich ostrze. Skąd się wzięła bałamutna rada, żeby łowiąc ryby spokojnego żeru wydobywać ostrze z przynęty, trudno dociec. Dodatkowe wyposażenie wędkarza. Wyposażenie wędkarza w ak­cesoria nie służące bezpośrednio łowieniu ryb to cały obszerny fragment łowieckiego doświadczenia, okupionego wieloma złymi przygodami. W najkrótszej liście rzeczy najniezbędniejszych wędkarzowi wymieńmy: lekkie, wysokie do kolan buty gumowe, w komplecie z grubymi skarpe­tkami (tylko na czas rosy), lekkie pantofle mieszczące się w wędkarskiej torbie i cienkie do nich skarpetki, torba - miękka, dająca się rozpychać, nóż, a ponadto podbierak oraz...przeciwkomarowy środek w aerozolu. Dobry podbierak jest obszerny i głęboki. Służy do podbierania wszys­tkich ryb, a nie tylko okazowych. Asekurując wędkę, pozwala on stoso­wać ją w zestawach subtelniejszych, a więc sprzyjających wędkar­skiemu powodzeniu. Dobry podbierak nie tonie (drewniany). Poza tym, powinien być obsadzony na mierzącym 1,5 m długości drążku i koniecz­nie mieć grot. W czasie łowienia trzymamy go zawsze pod ręką w stanie gotowym do użycia (niesplątany, wilgotny, nie uwikłany w gałązki, wkrę­cony grotem w ziemię). Czyniąc z niego użytek, zapomnijmy o radach podpowiadających podejmowanie ryb od łba lub ogona. Rybę należy naprowadzać nad podbierak, który wcześniej zanurzamy płasko w wodzie, i podbierać ją do góry od spodu. Gorzkimi dla płoci węzłami splotły się jej losy z pomyślnością szczu­paka. Pamiętamy np., że on wyciera się pierwszy, ona zaś nieco później. Otóż ta kolejność i przerwa w czasie została chyba wymyślona przez szczupaka - jedno z ucieleśnień zła w podwodnym świecie. Bo gdy larwy płoci opuszczają jajowe powłoki i zaczynają się poruszać, w tym samym czasie szczupaczki z tegorocznego wycieru zdążyły dorosnąć do poże­rania młodszych od siebie ofiar. Są nimi, oczywiście, młodziutkie płotecz-ki. Od tej pory płoć staje się podstawowym gatunkiem żerowym szczu­paka. Od płoci więc w sensie pozytywnym i od zachłanności człowieka w sensie niszczącym zależy mnogość szczupaków w rzece lub jeziorze. Już ten powód wystarczy, żeby mieć rozważny stosunek do płoci. Rzeczy­wistość na łowiskach przeczy nawet rozważnemu wyrachowaniu. Z tru­dem więc przyjmuje się regulaminowy obowiązek oszczędzania młodych płotek przy łowieniu drapieżników. Wczesną wiosną w pobliże płodowych tarlisk (choćby na Rządzę koło Warszawy) suną tłumy wędkarzy - motorami i ciężkimi od dostojeństwa samochodami - żeby zdziesiątkować zgromadzone stado. Trwa pościg za miednicą płotek! A co wyprawiają kłusownicy? Płoć dla wędkarza jest tym, czym dla myśliwego kuropatwa: drobną zwierzyną, cenioną, wymagającą refleksu oka i ręki, kondycji. Myśliwy nigdy by nie strzelał do kuropatw w czasie lęgów; wędkarz pozwala sobie łowić płocie przez okrągły rok. A przecież jeżeli się nawet lekceważy „płotczyny", to warto pamiętać o szczupaku, którego one żywią.