A A A

Kwiecień - pierwsze wiosenne ryby

Pod koniec kwietnia, jeżeli zapanuje miłe ciepło, a rzeka stanie się dostępna, wyruszamy po raz pierwszy na wędkarską wyprawę. Kwiecień jest miesiącem kapryśnym. Weźmy długość dnia: pod koniec kwietnia trwa on już 15 godzin, co zrównuje go z przełomem sierpnia i września. Gorzej z ciepłem - przy średniej temperaturze 7°C miesiąc ten daje się porównać z końcem jesieni. Kwiecień-plecień... A jednak to już niewątpliwie wiosna. Pod koniec kwietnia olchy stoją w przejrzystej zie­leni, łąki w kaczeńcach. Kwitną drzewa wyprzedzające kwiatem liście: klony, jesiony, topole; towarzyszą im w ogrodach czereśnie i wiśnie, a za nimi zaraz polne grusze na miedzach. W kwietniu odzywa się słowik, cieszy nas rozbudzone mrowisko i ul, lot motyli, brzęk trzmiela. A rzeka? W ciągu miesiąca woda podgrzewa się w niej od 6 do 12°C, a nawet - na osłoniętych płyciznach - i wyżej. Trwa tarło ryb, rajcują na skrzekowiskach żaby. Z dna starorzeczy odbijają młode pędy roślin. Gdy pochylimy się nad skrajem rzeki po stronie przeciwnej do słońca, na obnażonym stoku koryta odkryjemy roje ruchliwych małych zwierząt. Wre życie. Z milionów złożonej ikry wylęgną się rybie larwy, masowo pożerane nawet przez rodziców.
  • Jazgarz - coś dla smakoszy i zawodników

    Zestawienie jazgarza z jaziem zakrawa na zły żart, istnieją jednak ważne powody, dla których zauważamy tę rybkę w kwietniu i w maju. Jazgarz (Acerina cernua L.) należy do wielkiej rodziny okoniowatych, co łatwo poznać po pokroju ciała i po płetwach (rys. 89). W naszych rzekach i jeziorach jest pospolity, występuje bardzo często w parze z sandaczem. Stanowi ważny pokarm tego dużego krewniaka. Dorasta do około 15 cm długości, tylko w Zatoce Fińskiej oraz w wielkich rzekach północno-rosyjskich dochodzi do 30 cm. Jak widać, dogadza mu chłod­niejszy klimat Polski wędkarz zepchnął go w głęboki cien wszystkich pozosiaiyuh gatunków, jeszcze głębszą darzy go pogardą. Ten brak poszanowania wychodzi jazgarzowi na zdrowie; nikt go nie chce łowić, a miejsca gdzie często i natrętnie bierze przynętę wędkarze systematycznie omijają. Małego jazgarza można użyć, z wieloma zastrzeżeniami, jako przynęty na temperamentne drapieżniki (oprócz bolenia, klenia i jazia). Niewielkie jednak korzyści łowieckie bledną przy szkodnictwie tej ryby; jazgarz jest namiętnym pożeraczem ikry i wycieru. I tak, gdy zbadano zawartość przewodów pokarmowch 265 jazgarzy, znaleziono w nich około 100 tysięcy ziarn ikry sielawy (Sakowicz). Taka sama jest jego natura i rola w rzece, choć sam też bywa pożerany od stadium ikry do ryby dorosłej. Hys. aa. jazyai*. ^zwróćmy uwagę na jego rozdzieloną na dwie części płetwę grzbietową, z których jedna ciernista, oraz na przesuniętą do przodu parę płetw brzusznych - cechy te spotkamy u okonia i sanda­cza) Jazgarz zasługuje więc na prześladowanie, nie okrutne jednak i w miarę możliwości gospodarne. Istnieje po temu ważny powód - jest bar­dzo smaczny. Schachtel uważał go wręcz za najsmaczniejszą rybę naszych wód, Vostradovsky wystawia mu celującą ocenę, a podstawą słynnej rosyjskiej „uchy" jest właśnie jazgarz - jorsz. Czy nie uznać go więc za rybę... sportową? Propozycja brzmi jak herezja, ale przecież byłoby i przyjemnie, i pożytecznie organizować w porze wiosny zawody--zabawy wędkarskie, obliczone na odłowienie kilkuset szkodników oraz na kocioł pysznej zupy rybnej, przeznaczonej na zespołową nagrodę dla sędziów i uczestników. Jazgarz dobrze bierze na każdy ślad przynęty zwierzęcej na haczyku, który może być dowiązany do każdej wędki.
  • Jaź - ryba kwietnia

    Pod koniec ciepłego kwietnia nadbużańscy wędkarze wybierają się na jazie. Uwierzmy, że wiedzą co robią. Dajmy również wiarę Wyganowskie-mu, że „okres połowu jazia rozpoczyna się w kwietniu" i uznajmy tę rybę za łowiecki cel pierwszego miesiąca wiosny. Charakterystyka gatunku. Łacińska nazwa jazia (Leuciscus idus L.) wskazuje na pokrewieństwo z jelcem. Zasięg występowania gatunku obejmuje rozległe obszary naszego kontynentu, od Renu po zlewnie wielkich rzek Syberii. Zasiedla rzeki, znajdziemy go też w kanałach i jeziorach, pod warunkiem jednak, że utrzymują stały kontakt z rzeką. Jest też nierzadkim mieszkańcem przybrzeżnych wód Bałtyku. Można o nim powiedzieć, że szczególnie upodobał sobie obszar stykowy wód stoją- cych z płynącymi, choć niewątpliwie należy do rzek, gdyż bez obecności prądu wody nie rozmnaża się. Mniej troszczy się o podłoże dla ikry: równie dobrze służą mu rośliny, jak i twarde dno, co już jest znamienne. W rzekach spędza ciepłą porę roku, jego zimowiskami zaś bywają głębokie tonie wód stojących, do których często odbywa długie podróże. Ale i w lecie lubi głębokie, chłodne starorzecza, byle odświeżane przelotową strugą. Wybitny z niego łazik, jednak wierny zimowiskom i tarliskom, trasom, stanowiskom i żerowiskom. Ma cechować go stosunkowo niskie zapotrzebowanie na tlen (p.tab.1). Szukając go, omijajmy jednak połacie zastałej wody, pierwszeństwo dawajmy sprzyjającym wymianie gazowej przepływom. Jaż jest długowieczny - żyje podobno do 20 lat, osiągając przez ten czas okazałe wymiary. Złowiony na wędkę rekordowy egzemplarz ważył 5,10 kg i miał długość 82 cm. Złowił go w 1973 r. J. Zbiegień. Wertując poświęcone jaziowi publikacje spotykamy się ze sprzecz­nymi o nim opiniami. Twierdzi się np., że trzyma się prawie stale dna (Wyganowski) oraz że ma charakter wybitnie powierzchniowy (Zeiske); że jest samotnikiem i że jest rybą o rozwiniętym instynkcie gromadnym. Sprzeczności można mnożyć. Również informacje w sprawie sztuki łowienia go skłaniają do pewnej rezerwy. Wszystkie jednak źródła pod­kreślają zgodnie, iż dorosły jaż jest osobnikiem niezmiernie czujnym i wybitnie nieufnym. Ocenę tę przyjmijmy za prawdziwą. Arcyczujność w połączeniu z nadzwyczajną bojowością na wędce nobilitują tę rybę, a w konsekwencji również umiejącego ją łowić. Na ogół zaś tego nie potra­fimy. W obliczu płochliwości i przezorności jazia kapituluje łowiecka pasja wędkarza, usprawiedliwiającego się licznymi rzekomo ościami i miernym jakoby smakiem ryby. Przypomina to ezopowego lisa, który pogardził zbyt wysoko rosnącymi winogronami. W tym miejscu muszę wyznać, że i dla autora jaż jest rybą uczącą go skromności. Biorąc jazia do ręki stwierdzamy jego wielkie i wielostronne podobień­stwo do płoci (rys. 82). Dopiero po chwili widzimy, że ma mocniejszą budowę oraz chyba lepszą opływowość ciała: jest masywniejszy, lecz mniej wygrzbiecony, z pewnym przesunięciem ku głowie największej wysokości. Stąd wywodzi się zapewne nie tylko fizyczno-anatomiczne uzasadnienie jego skłonności do wędrówek, a także jego zdolność do dawania odporu silnym prądom (i wędkom). Znacznie drobniejsze oraz węższe, niż u płoci łuski rekompensują, jak się domyślamy, skutki korpu-lentności jazia, za którą zwykle idzie zwiększona sztywność boczna ciała. Srebrny kolor łusek ze złotym odcieniem odczytujemy jako znak przyna­leżności do wód otwartych, choć niekoniecznie przejrzystych. Pysk jazia, chyba większy niż płoci, określamy jako przedni i przecięty skośną płaszczyzną ku górze w sposób sprzyjający powierzchniowemu żerowaniu. Odżywia się pokarmem zwierzęcym, lecz także roślinnym, np. glonami. Jednocześnie uchodzi on za grymaśnego. „Zadziwia, jak często jaż zmienia gust smakowy. I tak: sztuczna mucha, którą przed chwilą brał z chęcią, w parę minut później przestaje go interesować" (Zeiske). Infor- Rys. 82. Jaź - mocny trzon ogonowy i taka płetwa napędowa objaśniają go jako wędrowca i bywalca dość dynamicznych przepływów; płoć przy jaziu zdaje się być wygodną mieszkanką spokojnych stref mację o zainteresowniu jazia owadami przyjmujemy bez zaskoczenia, jesteśmy bowiem do niej przygotowani oględzinami pyska. Istotnie jaź jest nawet wyjątkowo związany ze światem owadów, a przez nie - ściśle zestrojony ze zmianami w aurze. Bardzo czynnie reaguje na masowe ich pojawy: w dobie ulatywania jętki z dna bobruje w iłowych płaszczyznach, a chwyta ją na powierzchni wody, kiedy osiągnie lotność; objada się gryczakami, nie przepuszcza polnym konikom. Również wszystko, co jest żywe i porusza się pod wodą, a jest mu dostępne, służy mu za pokarm. Akwaryjne badania Sakowicza wskazują, że już od wczesnej mło­dości należy do najbardziej czynnych trzebicieli ikry i wycieru. Po naryb­ku, dalszym jego przysmakiem są ślimaki wodne i nadwodne, co sprawia, że używa się ich - po zgnieceniu skorupek - w charakterze zanęty i przynęty na tę rybę. Duże ryby miewają kłopoty z nasyceniem się, dlatego gruby jaź poluje na małe rybki, choć nie jest takim rybożercą jak boleń, a nawet kleń. Żerowiska i stanowiska. W porze wiosny, po odbytym tarle, jazie przebywają w pobliżu tarlisk innych ryb i mogą być tam łowione m.in. na mormyszkę. Potem, gdzieś od początku lipca, ich adres żerowy zmienia się: szukajmy wtedy ryb w głębokich stanowiskach w strefie brzegowych cieni i krzewowych osłon, zabezpieczonych przed łatwym dostępem ludzi i nie przemywanych zbyt ostrym prądem. Trzymają się także stanowisk śródrzecznych, byle dobrze ufortyfikowanych pniami drzew, kamieniami, faszynowymi materacami itp., gdyż ryby te zadowala tylko wysoka rękoj­mia bezpieczeństwa. Nawet podczas powierzchniowych polowań na owady trzymają się blisko stref zapewniających im ucieczkę i niedostęp­ność. Nie chronią się jednak w gąszczach zielonej roślinności podwod­nej. Kiedy w środku lata woda w rzece podgrzewa się, wędrują jazie na głębokie nurty i głębsze przykosy o dość szybkim przepływie wody. Tam przebywają do jesieni, aż do wędrówki na zimowiska. Kiedy jaź dobrze żeruje? Nie znajdujemy w dostępnej nam literaturze optymalnej dla jazia temperatury wody. W takiej sytuacji pozostaje okre1 ślić ją chociaż w przybliżeniu na podstawie ogólnych skłonności termicz­nych gatunku, te zaś ujawnia rozmieszczenie geograficzne ryby oraz temperatura tarła. Obszar występowania jazia skłania do uznania go za rybę raczej chłodolubną, natomiast temperatura tarła zdaje się sprawiać kłopot nawet ichtiologom, skoro przy różnych okazjach nie zapominają o różance i cierniku, a jego często gubią z pola widzenia. Pisze się więc, że jaź trze się wiosną albo - trze się od marca do maja. Szukając bliższych danych, zwróćmy uwagę na tabelę 6, w której odnotowana jest kolejność tarła ryb w rzece oraz w jeziorze. Z zestawienia odnoszącego się do bardzo różnych wód wynika zgodnie, że jaź trze się zaraz po szczupaku, a przed płocią i sandaczem. Gatunek nie należy więc do ciepłolubnych. Na podstawie obu spostrzeżeń, wysnutych z geograficznego występowania gatunku oraz z okresu tarła, wolno nam założyć, że optymalna tempera­tura gatunku plasuje się na poziomie dość niskim, gdzieś w granicach 11-16°C. Stąd wynikałoby znów, że jaź ma dwa sezony dobrego żeru: wiosenny w maju i jesienny we wrześniu. Poza nimi jaź, oczywiście, także żeruje, tyle że słabiej lub w sposób trudniejszy do wykorzystania przez wędkarza. Gatunek ryby Dniepr llmeń okres tarła kolejność okres tarła kolejność Okoń 15.03- 1.04 1 15.05-31.05 3 Szczupak 23.03-10.04 2 13.04-30.04 1 Jaź 1.04-20.04 3 koniec 04 2 Sandacz 7.04-30.04 4 koniec 05 4 Płoć 15.04- 1.05 5 1.05-15.06 5, 6, 7 Leszcz 1 7.04-15.05 6 Krąp 9.05-31.05 7 Tabela 6. Kolejność tarła ryb w Dnieprze (koło Kijowa) oraz w jeziorze llmeń (wg Meisnera za Starmachem) N ca • 4 1 IV v VI VII VIII IX X XI Rys. 83. Wykres aktywności zerowej jazia (wprawia nas w kłopot - nie potwierdza sezonu jesiennego) A co o sezonach mówią źródła? W zakłopotanie wprawia nas wykres (rys. 83) wynikający z wcześniej bronionych zgłoszeń medalowych jako podstawy do zobiektywizowanych opinii o gatunku. Potwierdza on wysoką wydajność łowiecką maja, lecz potem sprowadza ilość złowień w dół, zaznaczając mały szczyt letni, a zupełnie przeczy istnieniu szczytu jesiennego! Trudno dać wiarę temu świadectwu, powołujemy się więc na dalsze opinie, przedstawione w tabeli 7. Tym razem ich dość zgodna wymowa budzi zaufanie. Przyjmijmy więc ostatecznie, że dwa są szczyty jaziowe: łatwiejszy wiosną i trudny jesienią, a między nimi też trudne, lecz nie bezcelowe, polowanie letnie. O jakiej porze doby należy łowić jazia? Wyganowski uważa, że: „Na wiosnę i we wrześniu jaź chwyta przynętę przez cały dzień. Latem żeruje krótko, sporadycznie, we wczesnych godzinach, przeważnie do wschodu słońca i po zapadnięciu zmierzchu. W październiku najlepszy okres połowu przypada na godziny 9-14". Z opinią tą zgadza się autor, z zastrzeżeniem, że godziny południowe należą do dobrych już we wrześ­niu. Poza tym, w celu wskazania godzin dobrego żeru między dwoma sezonami, właściwiej będzie posłużyć się odpowiednimi zjawiskami w przyrodzie. W czasie lata żerowanie jazia uzależnia się od lotnej aktyw­ności owadów. Tak więc poluje na nie w godzinach póżnoporannego ich wzlotu, kiedy są jeszcze ociężałe od chłodu pierwszych godzin dnia, a także dłużej - gdy wieje dość silny wiatr, strącający lotny pokarm do rzeki, wreszcie - w godzinach aktywizacji owadów wieczornych, bądź składa- jących do wody jaja. Dlatego wędkarz specjalizujący się w łowieniu jazia latem powinien częściej niż inni posługiwać się barometrem, zauważać zmiany w pogodzie, kierunek i siłę wiatru, obserwować masowe pojawy owadów i w końcu odkrywać dość łatwe do zauważenia powierzchniowe żerowiska tej ryby. Wędki i sposoby łowieckie. Jazia możemy łowić z dna i z powierzchni rzeki w różnych miejscach i na różne wędki. Trudność łowienia polega na opanowaniu sztuki czułego dostosowania się wędkarza wraz ze sprzę­tem do nieufnego usposobienia ryby, do jej okresowych przemieszczeń i gustów, oraz do bardzo trudnych warunków łowiskowych. Przystawki i przepływanki. Udaje się złowić jazia nawet na płociowa przepływankę. Dobrze też się sprawdza (byle nie wiosną!) ciężka prze­pływanka nurtowa (p.str.240), ale wędką wiosennego i letniego sezonu jest ciężka przystawka - przede wszystkim spławikowa. Nizinni wędkarze zawdzięczają ciężkiej przystawce spławikowej około 90% swych jaziowych zdobyczy. Jest to po prostu denna przepły­wanka (choćby kiełbiowa) zatrzymana w ruchu, tyle że mocniejsza w każdym elemencie, w odmienny sposób i w innych łowiskach stosowana. Wiosną szukamy okazowych jazi przede wszystkim w przybrzeżnych dołach, zasłoniętych przed światem ścianą wierzbowych chaszczy i bro­nionych licznymi podwodnymi zaczepami. Takie doły trzeba wcześniej dobrze zbadać gruntomierzem, żeby wiedzieć, gdzie względnie bezpiecz­nie wolno zarzucić wędkę. Z zasady obmywa je prąd - nie zawsze prosty i niegroźny; czasami zwija się on nagle i z dużą siłą prze pod krzaki, pod stromy spad boczny koryta. W podobnych warunkach nawet cięższa płociowa przepływanka zmieniałaby się w jego igraszkę, przynęta uno- JAŹ Sezony łowieckie IV V w vm IX X XI Kalendarz LOP W///Ą J. Wyconowski C. Grudniewski y W, ^Zy/////^ t. Wykres (okazy medalowe) Temperatura optymalna (11-16°) Sezony zalecane (przy średnich temperatura co l Tabela 7. Prawie pełna jednomyślność w kwestii jaziowych dwu sezo­nów (czyżby lato nie sprzyjało łowieniu tych ryb?) siłaby się wysoko ponad dno, a żyłka oplątywała gałęzie. Tu może być użyta właśnie ciężka przystawka. Jej zachowanie się i działanie przybliży nam przypomnienie płociowej przystawki bez spławika. Podobnie jak tamtą wprowadzaliśmy w łowisko, pozwalając toczyć się ołowianej oliwce po dnie aż do określonego miejsca, tak i znacznie obciążona przystawka jaziowa schodzi z prądem w dół rzeki, wtuia się pod nawisy i zatrzymuje z boku od wędkarza na wyprostowanej żyłce. W tej pozycji pozostaje. Oczywiście, wędkarz kontroluje jej spływanie i zatrzymuje tam, gdzie powinna się jego zdaniem zatrzymać. Przy montowaniu ciężkiej przystawki ważne jest uczynić ją zdolną do walki z silną rybą w trudnych warunkach łowiskowych. Dlatego należy użyć do niej żyłek mocnych: przypon o średnicy 0,20-0,25 mm połączyć prawidłowo z żyłką główną 0,30-0,35 mm oraz mieć kilkudziesięciome­trowy jej zapas na kołowrotku. Wędzisko - z kołowrotkiem o ruchomej, dużej szpuli i o dość miękkim hamulczyku, wspieranym w razie potrzeby dociskiem kciuka na tarczę szpuli - powinna cechować prawidłowa sprężystość. Powinno też mieć długość nieco ponad 3 m, dłuższe bowiem przeszkadza operować nim w krzakach, krótkie zaś uniemożliwia utrzy­mywanie wyrywającego się z prądem spławika na dystans w stosunku do kładących się na wodę gałęzi. Zapewniwszy wędce wysoką wytrzyma­łość mechaniczną, wędkarz z kolei zatroszczy się o jej walory łowne, tzn. 0 celowo dobrane: haczyk, obciążenie i spławik. O wielkości haczyka przesądza przynęta, a o obciążeniu łowisko. Główne zadanie obciążenia tej wędki polega na ciągłym utrzymywaniu przynęty przy dnie. Zależnie od sytuacji w łowisku i woli wędkarza powinno ono albo, nie pddając się atakom prądu, trwać w jednym miejscu łowiska, do czego zmusza go np. wyjątkowe nagromadzenie w pobliżu haczyka różnych twardych zawad dennych, albo wykonywać niewielkie ruchy wahadłowe po dnie, ożywia­jąc w taki sposób przynętę - na co pozwala tylko czyste dno i do czego zachęca użycie przynęty zwierzęcej. W konsekwencji, odmienne zadania 1 funkcje powołały do istnienia dwa typy obciążenia przystawki różniące się nie tylko wielkością i formą, ale także umieszczeniem na żyłce -przelotowo lub stabilnie (rys. 84). Typowy dla przystawki spławik nie powinien mieć kształtu przesadnie wydłużonego, ponieważ łatwiej pomiatają nim prądy; lepszy jest kroplo-kształtny na cienkiej i znacznie skróconej przetyczce - stawia prądowi mniejszy opór boczny. Dalsze wymagania wobec spławika są dość zaskakujące. Po pierwsze - powinna cechować go dość znaczna opor­ność, a to dlatego, żeby nie był zasysany przez byle wirek, ani zalewany przez każdą fałdę prądową. Po drugie - nie zawsze wymaga się od niego zdolności do unoszenia zastosowanego przy wędce ciężarka; wolno mu nawet - z reguły przy ciężarku przelotowym - tonąć pod jego działaniem. Częstokroć wystarczy, żeby tylko unosił żyłkę nad dnem i pomagał węd­karzowi utrzymywać ją w swobodnym naciągu. Po trzecie - powinien mimo wszystko być najmniejszym i najmniej opornym ze wszystkich możliwych do zastosowania w wybranym przez wędkarza miejscu. Nie Rys. 84. Ciężka przystawka (A) skutkuje nawet tuż przy brzegu, byle z zachowaniem przez wędkarza zasad tajenia swej obecności; B - ele­menty przystawki: a - baryłkowaty spławik skuteczniej walczy z powierz­chniowymi prądami, b - obciążenie stałe (oliwka między dwoma zwitkami ołowiu), c - obciążenie częściowo przelotowe (ołowiane koraliki lub pierścionki ograniczone zwitkami), d-ciężarek przelotowy; C- przynęty: a - rosóweczka na haczyku, b - raczek, c - ziarno grochu, d - dwa ziarna grochu (oba łatwe do strącenia przy zacięciu) musi być wielkości śliwki-węgierki tam, gdzie wystarczy wielkość mira-belki. Jeżeli ciężkiej przystawce spławikowej, szczególnie w jej wariancie z większym ciężarkiem przelotowym, odejmiemy spławik, to uzyskamy wędkę mało różniącą się w konstrukcji od poprzedniej, a przecież o znacznie odmienionych właściwościach. Przystawki bez s pławi -k a, tak jak przystawki płociowej, można używać do obławiania stano­wisk znacznie oddalonych od miejsca zasiadki (nawet na odległość kilku długości wędziska) i na silniejszym prądzie, w większych głębinkach, zawsze jednak przy równoległym jej ustawieniu do prądu. Między tą przystawką, a odpowiednią bezspławikową przystawką na płocie znaj­dziemy różnice tylko ilościowe. W roli przystawki może też być użyta tzw. przepływanka na uwięzi. Stosuje się ją do obławiania stanowisk najgrubszych jazi w ^ys. 85. Przepływanka na uwięzi (o tej wędce nie należy zapominać ownież przy łowieniu innych grubych ryb) miejscach bardzo trudnych, gdzie rwą się nieustannie denki albo gdzie każdy swobodny ruch przepływanki i żywej przynęty w głąb lub w bok grozi zaczepem w grubych zawadach, np. nad materacem, w wąskiej luce między zwałami drzew itp. Przepływankę na uwięzi przedstawia rysunek 85. Jak z niego wynika, cały zestaw żyłkowy został dosłownie zawieszony na szczytówce, co umożliwia spławikowi ruch po niewielkim promieniu, natomiast nie prze­szkadza żywcowi korzystać z całej długości przyponu. Łowienie z ręki na tak ustawioną wędkę byłoby męką, dlatego wędzisko stabilizujemy, mocno utwierdzając je w burcie lub na widełkach. Silny prąd, panujący zwykle w łowisku, wymaga zastosowania większego ciężarka, on zaś pociąga za sobą użycie większego (wyporniejszego) spławika. W sprzeczności z tą nieuniknioną z pozoru konsekwencją pozostaje potrzeba zapewnienia wędce minimalnej oporności. Wymaganie to speł­niamy dwoma równocześnie sposobami: przez faktyczne zrównoważenie wyporności spławika i wielkości obciążenia (niewielka przewaga korka) oraz przez umożliwienie rybie łatwego wyprowadzenia żyłki z kołowrotka. W związku z tym pozostawiamy kołowrotek na luzie. Aby zaś uniemożli­wić prądowi i żywcowi wysnuwanie żyłki, blokujemy ją, wciskając pod nasuniętą na wędzisko gumkę recepturkę. Tak ustawiona wędka po pierwszym targnięciu za żywczyka (może to sprawić również np. san­dacz) natychmiast, i to bez najmniejszego oporu, wydaje biorącej rybie żyłkę. Reszta należy już do wędkarza. Przygotowanie miejsca zasiadki i łowienie. Łowienie na przystawkę przypomina leśne polowanie z tzw. ambony, tj. z myśliwskiej platformy. Wymaga ulokowania się z wędką w miejscu, które ryba sama często odwiedza. Dodatkowo przywabiamy ją tu wcześniej podaną zanętą. Prze­ważnie jest nią groch, ale mogą też być gliniane bryły zanętowe z domie­szką karmy roślinnej lub zwierzęcej. Po zanęceniu - bez którego w zasadzie nie łowi się jazi z dna - należy przygotować wędkarskie stano­wisko. Miejsce zasiadki należy więc oczyścić z zawadzających wędka­rzowi i wędce gałązek, znaleźć wygodne i odpowiednio oddalone od wody siedlisko, wybrać i uporządkować z zawad miejsce, do którego będą doprowadzane i skąd będą pobierane zacięte ryby. W zasięgu ręki powi­nien znajdować się gotowy do akcji podbierak, zasobnik z przynętą i torba. Wędkarz na jaziowej zasiadce to już łowca. Powinien on mieć wyro­biony nawyk spokojnego zachowania, cichego stąpania, nie uderzania przedmiotami wyposażenia o ziemię oraz nie pokazywania się rybom przez stawanie tuż przy wodzie. Poza tym powinien wiedzieć, że łowi się z dystansu i cicho wydobywa z wody zacięte ryby, a także umieć cicho wyrażać radość z powodu zdobyczy. Gotowa do akcji wędka to uregulowany hamulczyk kołowrotka oraz wcześniej odmierzony na wędce (żyłce) grunt równy nawet półtorej głę­bokości wody w łowisku, co jest zależne od kąta nachylenia żyłki w czasie łowienia. Haczyk musi być mocny, ostry i w miarę duży, ale skrywający się choćby po główkę w przynęcie. Wiosną dobrze biorą jazie przede wszystkim na przynęty zwierzęce: czerwone pijaweczki (po 2 na haczyk), czarne pijawki, ruchliwe czerwone dżdżownice, raczki amerykańskie, malutkie żywczyki oraz ewentualnie larwy kornika lub kilka larw chruścika. Nie zapomnijmy o doskonałych ślimaczkach! Skuteczną przynętą okaże się, od schyłku wiosennego sezonu zaczynając, klasyczny dla rzecznych wędkarzy gotowany groch. Sporadycznie udaje się złowić również na inne przynęty roślinne, np. na barwiony pęczak, pszenicę. Po zarzuceniu wędki wędkarz czeka aż spławik, spiesząc za obcią­żeniem, osiągnie punkt uznany dla niego za właściwy. Wtedy przyhamo­wuje dalszy spływ wędki, pozwala jej ustawić się w prądzie, a następnie ruchem szczytówki i skracaniem żyłki cofa spławik pod prąd. Ustawia go w osłoniętym miejscu i utrzymuje na lekko ściągniętej żyłce. Potem opiera wędzisko w punkcie ciężkości o zawczasu przygotowaną rososzkę, zmniejszając w ten sposób obciążenie ręki. Nakręca na kołowrotek nad­miar żyłki i utrzymując w takiej pozycji wędkę, oczekuje brań. Wędki nie wolno odkładać! Branie bywa krótkie, lecz wyraźnie sygnalizowane drga­niami spławika, po czym następuje jego gwałtowne zanurzenie. Odpo­wiada mu zacięcie z miejsca, wykonane z czuciem, jak przy łowieniu uklei, tylko naturalnie mocniejsze! Hol jest piękny. Wędki powierzchniowe. W owadziej porze wiosny i wczesnym latem skutecznymi okażą się przepływanki powierzchniowe, których zapowie- Rys. 86. Owady znad rzeki: 1 i 2 - jętki, 3 - chruścik, skryty w dzień, aktywny w nocy, 4 - strumienicznik, brązowy, szybko biegający „moty­lek", dobry na ukleje, 5 - aktywna w dzień, ruchliwa i największa z nich zabarwica o przejrzystych skrzydłach; jętka 1 jest postacią doskonałą larwy ryjącej (p. rys. 5) dzią była wędka uklejowa. Występują one w wielu typach i mogą być stosowane z szansą na powodzenie tylko na naturalnych żerowiskach jazi. Wcześniejsze więc odkrycie żerowisk jest tutaj tak ważne, jak nęce­nie przy stosowaniu przystawek. Dalszą zasadą jest podawać żerującym rybom nie przypadkowego owada, lecz takiego, który właśnie w danym czasie najczęściej wpada do rzeki (rys. 86). Ostatni kłopot wędkarza polega na sporządzeniu odpowiedniej wędki, która umożliwi podawanie bardzo lekkiej przynęty niebywale czujnym rybom, operującym na dodatek na oddalonym od wędkarza żerowisku. Skuteczne metody opanowali łowcy pstrągów i stosują je skutecznie również przeciwko jaziowi. Wędrując po kraju można odkryć tu i ówdzie rodzime i wiekowe prototypy angielskich wyrafinowanych muchó­wek. Pierwsza z nich - według starej recepty madbużańskiego rybaka -polega na wszyciu, na pozbawioną spławika i ciężarka żyłkę, zwykłego listka i zsunięciu go nad haczyk. Do niego należy przyczepić małą pijaw­kę, gąsienicę lub typowego dla okresu owada. Ulistnioną przynętę puszcza się z wiatrem na długiej żyłce i kładzie na jaziowe trasy, szcze­gólnie na starorzeczach. Inną pra-muchówkę oglądał autor w rękach starego wędkarza z Nowogrodu Łomżyńskiego. Składała się ona z wybit­nie wiotkiego jałowcowego wędziska i z długiej żyłki ze sztuczną, włas­nego wyrobu muchą przy haczyku. Ludowy „muszkarz" spływał łódką a l = 6cm b ^ I l = ,5cm ! Rys. 87. Spławiki do owadziej wędki powierzchniowej, stosowanej m.in. na jazie: a - spławik z topolowej kory, b - spławik z przezroczystej rurki plastykowej, c - „kula wodna", d - jej zastępnik wykonany z fiolki środkiem Pisy i szerokimi zamachami, ale leciutko, kładł muchę pod jeden i drugi brzeg na przemian. Jego bolenie i jazie sławiła fama. W zupełnie innym końcu Polski, nad Brdą, miejscowy gospodarz uczył autora wykonywać sztuczne muszki z sierści wiewiórki. Spotykamy też w użyciu - szczególnie na bolenie - zbrojone haczykiem białe piórko kacze, wodowane z mostów na rzekę. Częściej jednak bywa stosowana zwykła bezspławikowa lub spławikowa przepływanka powierzchniowa z natura­lnym owadem, którego ukryty za krzakiem wędkarz spławia z prądem lub kładzie w spokojny głęboczek, nadając owadowi ruchami szczytówki delikatne, wabiące drgania. Przepływanka powierzchniowa wg Wyganowskiego składa się z długiego wędziska, przejrzystej żyłki głównej oraz wyjątkowo długiego, bo liczącego 2 m, i niczym nie obciążonego przyponu o średnicy 0,20 mm. Na żyłce autor zaleca umieścić mały spławik z topolowej kory (rys. 87), podobny do niesionego przez wodę patyczka, a na haczyku owada. Wędkę taką - na wyprostowanej żyłce i tylko lekko hamowaną bez smużenia wody spławikiem i owadem - spławiamy w kierunku żeru­jących powierzchniowo jazi. Nie mogąc lekkim zestawem wykonywać stosownych zarzuceń, musimy wykorzystywać sprzyjające nam warunki prądowe i brzegowe. Łowimy więc wzdłuż linii krzaków, na prądowych wyciszeniach za przykosmi, nad materacami - z mostków, cyplów i zwa­lonych drzew. Zawsze przy tym pamiętajmy o czujności ryb i ich wzroku. Żyłkę zabezpieczamy przed tonięciem przez nacieranie jej, po uprzednim przesuszeniu, mazidełkiem do sznurów muchowych. Myśl o zastosowaniu przy przepływance spławika dobrze się masku­jącego doprowadza nas do spławika pod tym względem prawie dosko­nałego, bo przezroczystego, istniejącego realnie w postaci tzw. kuli wodnej. Przezroczysta i wypełniona w części wodą kula służy dosko­nale; umożliwia dalekie wyrzuty, jest tolerowana przez czujne ryby. Nas interesowałyby niewielkie kule o średnicy 3 cm. Literatura wędkarska opisuje, a praktyka zna kilka sposobów zawieszania ich na żyłce (rys. 88). Zainspirowany kulą duch racjonalizacji podpowiada, że może ją z powodzeniem zastąpić przezroczysta fiolka, odpowiednio przystoso­wana do nowej roli, a także kawałek przezroczystej (ze sztucznego two­rzywa), miękkiej rurki zasklepionej wodoszczelnie, z pewną ilością wody w środku. Pod tytułem „Z muchą na jazie" w jednym z numerów pisma „Fisch und Fang" opublikowany został reportaż A. Albrechta, wyróżniający się wartością poznawczą. Oto jego fragment, interesujący jako przyczynek do charakterystyki ryby oraz powierzchniowych metod jej łowienia: „Pró- Rys. 88. Rożne sposoby użycia kuli wodnej bowaliśmy na nie sztucznej muchy-bez skutku, przestawialiśmy się na błystkę, żeby znów do muchy wrócić. Stopniowo chłodliśmy w łowieckim zapale, kiedy wreszcie... Kapitalny jaź sunął w pobliżu brzegu. Stałem około 14 m od niego, obok krzaka, i stąd położyłem muchę 3 metry za rybą, żeby następnie, lekko ją poderwawszy, elegancko ulokować przed rybą. Jak zwykle mucha została dostrzeżona i jak zwykle jaź jej nie chwycił. Sprawa straciła więc sens. Lecz oto teraz zdarzyło się, że po raz pierwszy pozostawiłem muchę w miejscu. Znosiło ją zwolna ku dywanowi pływających liści, gdy ja trzymając wędkę w prawej ręce, lewą usiłowa­łem wydobyć z kieszeni papierosy. Właśnie chciałem zapalić, gdy jaź wrócił i jeszcze raz obejrzał muchę. Była to ta sama ryba, poznałem ją po charakterystycznej plamce wielkości feniga poniżej płetwy grzbietowej. Pod muchą jaź zanurkował. Zjawiło się natomiast stadko 8-centymetro-wych krasnopiórek... Nagle z dołu wychynął jaź, jednym ruchem ogona rozpędził krasnopiórki, potem postał jeszcze z pół minuty pod muchą, żeby w końcu zassać ją ze smakiem... Po nim przyszły następne, wypeł­niły martwy czas słonecznych południ. Zrozumieliśmy: jaź jest rybą bar­dzo nieufną i muchy, która mu została podrzucona po raz drugi, nie weźmie. Poza tym, kiedy już podaliśmy rybie przynętę, musimy wytrwać w przypisywanej wędkarzom cierpliwości. Ukrycie obowiązuje, a przynaj­mniej oddalenie od brzegu (10-12 m)... W sprawie much. Kolor bez zna­czenia. Wielokrotnie dziwiłem się, że świeżo zmieniona, piękna i na oko ponętna okazuje się zawodną. Kiedy jednak piękny wystrój muszki uległ podniszczeniu, natychmiast zyskiwała na wziętości." Wszystkie powierzchniowe metody łowienia wymagają od wędkarza wiele sprytu i temperamentu łowieckiego. Nie przynoszą też w efekcie wyników medalowych; te należą głównie do przystawek, przepływanki nurtowej, a także do błystki, o czym jeszcze będzie mowa. Ogólnie stwierdza się przetrzebienie stad jazi w naszych rzekach. Ich zwyczaj odbywania tarła w dużych gromadach i w stałych miejscach sprawił, że ta interesująca „niczyja ryba z niczyjej rzeki" została zdzie­siątkowana przez człowieka z rybackimi licencjami i bez nich. Mając na uwadze ten stan rzeczy, a także wartość gospodarczą i łowiecką gatun­ku, należałoby przyznać jaziowi status ryby protegowanej. Zasługuje on na osłonę gatunkową, na obronę, ale nie wszystkoistyczną, łatwą do pozorownia, lecz wyraźnie skonkretyzowną w kierunkach, formach i porach dostosowanych do jego gatunkowych wyróżników. Oznacza to konieczność rozpoznania stałych jaziowych tarlisk i roztoczenia nad nimi skutecznej opieki w czasie rozrodu.
  • Miętus - dorsz z rzeki

    Miętus cieszy się większym powodzeniem u wędkarzy niż jazgarz, chociaż i on bywa darzony zainteresowaniem raczej czystym, wolnym od łowieckiej pożądliwości (rys. 90). Autor, podzielający ten stosunek do ryby, nie zapomina jednak kilku wczesnowiosennych wypraw wędkar­skich na miętusa. Warto więc przyłożyć się do nich w kwietniu. Miętus (Lofa lota L.) należy do zasiedlających morza ryb wątłuszowa-tych, do których należy również dorsz. Tylko on jeden zabrnął w wody słodkie. Prawdziwy to też oryginał w rybiej populacji naszych wód. Ma on zwyczaj odbywać tarło w zimę pod lodem, gdy temperatura wody wynosi około 0°C. Ikrę na sposób dorszowatych powierza po prostu wodzie, nie troszcząc się o podłoże, gdyż lekka i przezroczysta unosi się w toni. W zimnej wodzie najczynniej również żeruje (rys. 91). Odpowiada mu zakres temperatury wody od 0 do 10°C, przy 15°C przestaje żerować, w zastałej wodzie o temperaturze 25°C - zdycha. Wymaga więc wody zimnej i natlenionej, dlatego też spotykaliśmy go w wysokich krainach rzeki. Rys. 90. Miętus - jeden „włos" w bródce i obfite upłetwienie Liczba ztowień ill IV V VI VII VIII IX X XI Rys. 91. Wykres aktywności żerowej miętusa - zupełnie „odwrócony' Zamieszkuje też rzeki nizinne, strefę brzegową morskich zatok i mało żyzne jeziora sielawowe. Na nizinach jego szczególną domeną są nie­wielkie rzeki o szybkim przepływie, osłonięte gęstymi szpalerami cza­rnych olch i wierzbiny. Nagrzanie wody w lecie przeżywa jak kryzys; popada w letarg, co inne ryby, jak węgorze, karpie czy karasie i liny, robią w zimę. W okresie aktywności prowadzi skryty tryb życia; żeruje w nocy, szczególnie w noce zimne. Wrażliwy jest również na sytuacje burzowe; przy przechodzeniu zimnych frontów ożywia się i żeruje nawet w lecie. Miętus jest wybitnym drapieżnikiem i żarłokiem jednocześnie. Jego głównym pokarmem od wczesnej młodości są rybki, radzi sobie nawet z ciernikami. Zajadle prześladuje raki, którym z reguły towarzyszy i które są znakiem jego koniecznej wręcz obecności. Pożera też ikrę, stąd m.in. w wodach pstrągowych bywa uważany za głównego wroga. W naszych wodach rośnie wolno, dochodzi jednak do masy 2 kg i 0,5 m długości, a nawet przekracza te granice. Wędkarski rekord w gatunku należy od 1977 r. do Z. Luttery. Złowiona przez niego ryba ważyła 3.70 kg, miała długość 82 cm. Czy ryba ta zasługuje na naszą uwagę? Otóż łowienie jej w rzece ma swój urok głównie z powodu ogólnych, a miłych zatrudnień, towarzyszą­cych wszystkim łowieckim wyprawom, oraz z powodu scenerii wczesno­wiosennej. Natomiast jako przeciwnik nie należy miętus do ciekawych: z reguły ledwie sygnalizuje branie, prawie nie stawia oporu podczas holu. Łowimy go też na najprostsze wędki - denki (p. str.177). Chwyciwszy jednak miętusa, stajemy się zdobywcami ryby dość okazałej i oryginalnej, a do tego bardzo smacznej; mamy też prawo powiedzieć, że za naszą sprawą ubyło w rzece oczywistego nieprzyjaciela wyżej cenionych ryb. Miętusy łowimy od zmroku do północy. Znajdziemy je w każdej rzece o opisanej już charakterystyce środowiskowej, nawet w rzekach małych-z reguły poniżej wszelkich spiętrzeń. Do łowienia używa się przynęt zwie­rzęcych; w praktyce są nimi martwe rybki lub kawałki jakiejkolwiek ryby nakładane na duży haczyk. Miętus w czasie żerowania posługuje się głównie węchem, dlatego skutecznym sposobem jest oskrobanie lub nacięcie rybiej przynęty. Smażąc zdobycz, a szczególnie jej delikatesową wątróbkę, pamiętajmy o solidnym przegrzaniu jej, gdyż miętus bywa nosicielem groźnego pasożyta z rodziny tasiemców.